Zaczęliśmy uczyć rodziców jak uczyć dzieci!
Prowadząc zajęcia w różnych grupach wiekowych, zauważyliśmy, że od pewnego wieku dzieci wykazują mniejszą ochotę do ćwiczenia. Nie chodziło tu jednak o skalę trudności danego ćwiczenia, czy jego charakter, ale o… osobę instruktora. Łatwo było dojść do takiego wniosku, do widzieliśmy, że z rodzicami dzieci robiły nawet najtrudniejsze ćwiczenia i nie pojawiało się uczucie strachu, czy brak chęci, jaki występował w pracy z instruktorem.
Pojawił się za to inny problem. Rodzice nie mają takiego warsztatu i wyczucia jak instruktor, przez którego ręce „przechodzą” dziesiątki uczniów każdego dnia. W efekcie ćwiczenia nie były wykonywane, tak jak byśmy chcieli i dzieci znowu przestawały się uczyć.
Jak sobie poradziliśmy z tym problemem? Po pierwsze, postanowiliśmy, że musimy oddać rodzicom pałeczkę w nauczaniu ich dzieci. Od tego momentu zaczęliśmy uczyć rodziców jak uczyć dzieci. Początkowo była to walka z wiatrakami, bo mając na zajęciach z maluszkami około 10 rodziców, podejście do każdego i korygowanie ćwiczeń zabierało nam dużo czasu. Ale i na to znaleźliśmy receptę – zmieniliśmy sposób komunikacji z rodzicami. Przeszliśmy od poleceń, do szczegółowych instrukcji, z wyjaśnieniem od A do Z następujących kwestii:
- Po co robimy dane ćwiczenie.
- Jaki ma być efekt.
- Jak wykonać ćwiczenie i na co zwrócić uwagę.
- Jak modyfikować ćwiczenie w zależności od reakcji dziecka.


