Trzeba uzbroić się w cierpliwość i szukać tego, co sprawia dziecku największą satysfakcje.
Dzieci nie są takie same. W każdej grupie wiekowej znajdują się maluchy, które mają odmienną wrażliwość niż ich rówieśnicy, lub rozwijają się w odmiennym tempie. Potrzebują one zupełnie innego podejścia (np. więcej czasu na zabawę, siedzenie na brzegu lub przytulanie się z rodzicem). Stworzenie im indywidualnych warunków, pozwala nabywać te same umiejętności, co rówieśnicy, ale w ich własnym tempie.
Analizując różne metody i sposoby pracy, nauki lub treningu, można dojść do następującego wniosku. Jeśli będziemy ściśle i bezkompromisowo trzymali się określonego schematu, to osiągniemy sukces.
Mając za sobą tysiące godzin w wodzie z najmniejszymi pływakami, możemy z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że być może takie postępowanie będzie skuteczne, kiedy chcemy np. upiec babkę. Bo już w pracy z dziećmi, zwłaszcza tak małymi, trzeba być bardzo elastycznym. Nie wolno trzymać się sztywno reguł, czasami nawet należy zrezygnować z czegoś i spróbować osiągnąć cel inną drogą.
Uczenie miłości do wody to droga, na której trzeba podążać za dzieckiem, będąc wyposażonym w wyrozumiałość, wrażliwość i empatię. Każde dziecko ma w sobie potencjał żeby nauczyć się pływania naszą metodą, ale czasami trzeba pozwolić dziecku realizować jego własny plan. Jeśli widzimy, że maluszek nie chce współpracować, popłakuje, ucieka, wtula się w rodzica, wtedy trzeba uzbroić się w cierpliwość i szukać tego, co sprawia dziecku największą satysfakcje i na tym się skupić. A później dokładać kolejne części układanki, aż otworzy się na wodny świat i samo będzie chciało naśladować rówieśników.


